Pojazd kołowy szybszy od dźwięku

Prawie cztery dekady temu po raz pierwszy przekroczono prędkość dźwięku pojazdem poruszającym się na kołach. Osiągnięcie nie zostało oficjalnie uznane, maszyna miała niewiele wspólnego z samochodem, ale wydarzenie z grudnia 1979 roku to dobry pretekst do przybliżenia fascynującej historii bicia rekordów prędkości na lądzie.

Setka w XIX wieku

Pierwsze automobile, napędzane jeszcze mocno zróżnicowanymi metodami, od razu wyzwoliły w ludziach pociąg do prędkości. Granicę 100 km/h przekroczono już w 1899 roku. Belg Camille Jenatzy rozpędził elektryczny pojazd do 105,88 km/h. „Czerwony Diabeł”, zwany tak z powodu koloru brody, obalił tym samym teorie ówczesnych lekarzy. Niektórzy XIX-wieczni medycy byli przekonani, że człowiek nie przeżyje takiej prędkości z powodu utraty tchu i paraliżu układu nerwowego.

Jenatzy przypieczętował tym osiągnięciem wielki pojedynek ze swoim francuskim rywalem. Gaston de Chasseloup-Laubat był autorem pierwszego odnotowanego rekordu prędkości – 63,15 km/h w grudniu 1898 roku – a następnie obaj panowie kilkukrotnie wymieniali się palmą pierwszeństwa w pogoni za szybkością.

Zmierzch prądu i pary

Jeden z pierwszych rekordzistów: baron Pierre de Caters w Mercedesie Simplex 90 uzyskał w 1904 roku prędkość 156,5 km/h.

Trzy lata po rekordzie Jenatzy’ego na nicejskiej Promenadzie Anglików parowy wehikuł Léona Serpolleta osiągnął 120,8 km/h. Niespełna cztery miesiące później, w sierpniu 1902 roku, po raz pierwszy na listę rekordzistów wpisano samochód z silnikiem spalinowym. Amerykański biznesmen William K. Vanderbilt uzyskał swoim francuskim pojazdem marki Mors 122,438 km/h.

Sposób bicia rekordów właściwie nie zmienił się od tamtych pionierskich czasów. Mierzona jest średnia prędkość na trasie o długości jednego kilometra lub jednej mili. Start jest lotny, zatem pojazd jest rozpędzany przed początkiem odcinka pomiarowego. Wynik jest średnią z dwóch przejazdów, wykonanych w obu kierunkach w czasie nie krótszym niż godzina. Aby ustanowić nowy rekord, trzeba poprawić poprzednie osiągnięcie o więcej niż 1%.

Parowy wyjątek

Od osiągnięcia Vanderbilta aż do 1947 roku wszystkie rekordy ustanawiano samochodami spalinowymi. Jedynym wyjątkiem była bariera 200 km/h, pokonana po raz pierwszy przez pojazd parowy. W styczniu 1906 roku na plaży Daytona maszyna „Stanley Rocket” osiągnęła 205,44 km/h. Jej kierowca Fred Marriott jako pierwszy pojechał samochodem szybciej niż wynosił aktualny rekord prędkości pociągu.

W latach 20. i 30. fantastyczną batalię o prymat wśród najszybszych toczyli dwaj Anglicy, Malcolm Campbell i Henry Segrave. Obaj za swoje wyczyny otrzymali tytuł honorowy „Sir”, obaj bili rekordy nie tylko na lądzie, ale też na wodzie – Segrave zginął zresztą podczas jednej z takich prób. Ich pojedynki na plaży Daytona zakończyły się osiągnięciem pułapu grubo ponad 400 km/h. W 1935 roku Campbell – którego syn, Donald, także bił rekordy na lądzie i wodzie – ustanowił swój ostatni rekord na wyschniętym słonym jeziorze Bonneville w Utah: jego „Błękitny Ptak” uzyskał 484,598 km/h.

Na słonym jeziorze

Kolejne rekordy padały właśnie na Bonneville, gdzie tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej John Cobb ustawił poprzeczkę na wysokości 595,04 km/h. Ten sam kierowca w 1947 roku ustanowił ostatni bezdyskusyjnie uznany rekord w samochodzie napędzanym silnikiem spalinowym. Właściwie dwoma: „Railton Mobil Special”, który uzyskał 634,397 km/h, miał dwa lotnicze silniki V12 o pojemności 23,9 litra.

Dlaczego ostatni bezdyskusyjnie uznany? W 1963 roku Craig Breedlove osiągnął 655,722 km/h, ale jego „Duch Ameryki” miał trzy koła i napęd turboodrzutowy. Z tego pierwszego powodu początkowo uznano mu rekord w kategorii… motocykli, a z drugiego wkrótce stworzono osobną kategorią dla pojazdów z napędem przenoszonym przez koła. Wszystkie kolejne absolutne rekordy ustanawiane były już wyłącznie przez pojazdy turboodrzutowe lub rakietowe, w których koła nie przenosiły napędu.

Zanim uporządkowano przepisy i zaakceptowano trójkołowce z dowolnym napędem, w lipcu 1964 roku Donald Campbell zdążył jeszcze uzyskać 648,73 km/h w napędzanym turbiną gazową czterokołowym „Błękitnym Ptaku”. Wkrótce potem, w październiku 1964 roku, rekord bito aż pięć razy. Breedlove w swoim trójkołowcu osiągnął 846,961 km/h, ale ostatnie słowo należało do Arta Arfonsa. Jego „Zielonemu Potworowi” zmierzono 863,752 km/h.

Tysiąc na liczniku

Nieco ponad rok później nastał kolejny miesiąc szybkości na słonym jeziorze w Utah. Listopad 1965 roku przyniósł trzykrotne bicie rekordu. Poprzeczkę podniósł najpierw Breedlove w nowym, czterokołowym „Duchu Ameryki”. Arfons skontrował pięć dni później, ale jego rekord przetrwał osiem dni. W połowie miesiąca Breedlove uzyskał 966,574 km/h i na pięć lat zapanował spokój.

Ostatnim rekordem na Bonneville było pokonanie bariery 1000 km/h. Nieco ponad 70 lat po przekroczeniu 100 km/h przez Jenatzy’ego rakietowy „Błękitny Płomień” prowadzony przez Gary’ego Gabelicha uzyskał średnią prędkość 1014,656 km/h.

Szybciej od dźwięku

Dziewięć lat później w bazie Edwards w Kalifornii pojazd „Budweiser Rocket” nie ustanowił oficjalnego rekordu prędkości, bo nie był w stanie utrzymać wystarczającego tempa na odcinku pomiarowym. Zamiast tego postanowiono złamać barierę dźwięku, która w warunkach panujących podczas tej próby została określona na 1177,9 km/h. Zasiadający w kokpicie Stan Barrett rozpędził się według nieoficjalnych pomiarów do 1190,4 km/h. Za dopalacz w „Budweiser Rocket” służył… Sidewinder, czyli pocisk rakietowy powietrze-powietrze. Ten wynik nie został jednak uznany i pozostaje osiągnięciem nieoficjalnym.

Prawdziwe rekordy padały jeszcze trzykrotnie, na pustyni Black Rock w stanie Nevada. W 1983 roku Richard Noble w pojeździe „Thrust2” uzyskał 1020,406 km/h. Kolejne konstrukcje Noble’a prowadził już porucznik RAF Andy Green. W 1997 roku „ThrustSSC” z dwoma turboodrzutowymi silnikami Rolls-Royce osiągnął najpierw 1149,303 km/h, a następnie 1227,986 km/h – oficjalnie przekraczając barierę dźwięku na kołach. Green dokonał tego 15 października 1997 roku – dokładnie 50 lat i 1 dzień po tym, jak kapitan Chuck Yeager jako pierwszy człowiek przekroczył barierę dźwięku za sterami samolotu.

Cel: 1600!

Bloodhound SSC, który w tym roku ma osiągnąć barierę 1600 km/h.

Noble i Green, już w stopniu podpułkownika RAF, pracują nad nowym wyzwaniem. Latem 2018 roku rekord prędkości ma być poprawiony o największy w historii margines – aż o 33%. „Bloodhound SSC” z Greenem w kokpicie ma przekroczyć 1000 mil na godzinę, czyli uzyskać grubo ponad 1600 km/h.

Maszyna ma rozpędzić się do rekordowej prędkości w 42 sekundy. W pierwszej fazie pracować będzie turboodrzutowy silnik rodem z myśliwca Eurofighter, a po przekroczeniu 480 km/h do gry wejdzie napęd rakietowy. Wypada trzymać kciuki i już możemy się zastanawiać, gdzie tak naprawdę leży granica prędkości pojazdów kołowych na lądzie…

Jeszcze dla porządku: wśród pojazdów z silnikiem tłokowym i napędem przenoszonym przez koła rekord wynosi 707,408 km/h. Ustanowiono go w 2012 roku, maszyną „Demon Szybkości” z sześciolitrowym silnikiem Chevrolet V8. Za najszybszy seryjnie produkowany samochód (warunek: ponad 25 egzemplarzy) uchodzi Bugatti Veyron 16.4 Super Sport. Z wyłączonym ogranicznikiem były kierowca Formuły 1 Pierre-Henri Raphanel osiągnął na dwóch przejazdach pomiarowego odcinka 431,072 km/h.

Opublikowane przez Mikołaj Sokół

Jeden komentarz

  1. Super RAKIETA! Ale swoją drogą, osobiście raczej nie zdecydowałbym się usiąść za sterami tego bolidu.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *