Ponadczasowa klasyka w sportowym wydaniu – Ford Mustang

Obchodzący niedawno 54. urodziny Ford Mustang był jednym z pierwowzorów małych samochodów sportowych. Pierwsze generacje tych aut szybko wyrobiły sobie miano kultowych, a współczesne modele wciąż wabią osiągami, nietuzinkowym wyglądem i – co tu dużo ukrywać – przystępnymi na tle niektórych konkurentów cenami.

Zresztą żywot Mustangów rozpoczął się właśnie od wojny cenowej, a także od dość mało rozbudowanej oferty na rynku amerykańskim. Na początku lat 60., gdy powojenny wyż demograficzny wchodził w wiek dorosły i popyt na samochody gwałtownie wzrastał, w segmencie samochodów sportowych – odpowiedników europejskich aut GT – do wyboru był… tylko jeden model. Chevrolet Corvette, inna żyjąca do dziś legenda, odstraszał jednak młodych nabywców wygórowaną ceną.

Koń i myśliwiec

Niszę na rynku postanowił zapełnić Ford, mający już w ofercie duże auto sportowo-luksusowe, czyli model Thunderbird. Produkowany od połowy lat 50. „Grzmiący Ptak” co prawda początkowo sprzedawał się rewelacyjnie w porównaniu z Corvette, ale zdecydowanie zboczył w kierunku segmentu premium i przy dość ciężkim nadwoziu nawet 300-konny silnik V8, napędzający Thunderbirdy w okresie debiutu Mustanga, nie zapewniał wystarczająco sportowych emocji.

Co innego mały, zwinny Mustang. Nawiązująca do prerii i dzikich koni nazwa miała symbolizować siłę, wolność i swobodę – i szczególnie spodobała się jednemu z projektantów, który był miłośnikiem lotnictwa i słynnego myśliwca P-51 Mustang z okresu drugiej wojny światowej. Pierwszy prototyp zaprojektowano w zaledwie 21 dni, a wdrożenie samochodu od pomysłu do rozpoczęcia sprzedaży zajęło 18 miesięcy.

Przygotowana premiera

Kampania reklamowa i doskonałe przygotowanie przed rynkowym debiutem przyniosły świetne wyniki sprzedaży.

Wiosną 1964 roku, przed rozpoczęciem oficjalnej sprzedaży, wyprodukowano ponad osiem tysięcy Mustangów. W każdym salonie Forda na terenie USA musiał znaleźć się przynajmniej jeden egzemplarz, by szeroko zakrojona kampania reklamowa nie poszła na marne. W połowie kwietnia machina ruszyła: telewizyjne spoty obejrzało prawie 30 milionów Amerykanów, a w początkowej fazie sprzedaży zamówiono ponad 20 tysięcy aut. W ciągu pierwszego roku sprzedano ponad 400 tysięcy Mustangów, a dwa lata po rozpoczęciu produkcji z taśm zjechał milionowy egzemplarz.

Sekretem wydajnej produkcji i przystępnej ceny była nie tylko legendarna skuteczność Forda, ale także wykorzystywanie wielu podzespołów z innych modeli. To zapewniało nie tylko odpowiednie zapasy podczas realizacji ogromu zamówień, ale też zapewniało bazę łatwo dostępnych części zamiennych. Czasami przynosiło to kuriozalne sytuacje – jak przycisk klaksonu z logotypem Forda Falcona, na który naklejono Mustanga. Oczywiście takie wersje są teraz jeszcze bardziej poszukiwane przez kolekcjonerów.

Pobudka dla rywali

Milionowy Mustang opuścił fabrykę niespełna dwa lata po rozpoczęciu produkcji.

Kolejną niewątpliwą zaletą Mustangów był szeroki jak na owe lata wachlarz opcji. To też wpływało na niską cenę bazowej wersji, do której można było dokupić mniej lub bardziej przydatne dodatki – składany dach, klimatyzacja czy radio, ale też wzmocnione zawieszenie, wybór skrzyni biegów czy szersze opony.

Co tu dużo mówić – konkurencja po prostu zaspała. W stajni Chryslera niemal równocześnie pojawił się Plymouth Barracuda, ale General Motors i American Motors Corporation spóźniły się z ripostą na Mustanga o dobre kilka lat. Chevrolet Camaro i Pontiac Firebird koncernu GM pojawiły się na rynku trzy lata później, a dwumiejscowy AMX i czteromiejscowy Javelin spod skrzydeł AMC – dopiero w 1968 roku.

Shelby i Mach 1

Naturalnie Ford przygotowywał też coś specjalnego dla naprawdę wymagających klientów. Znany kierowca wyścigowy i projektant, Carroll Shelby, zasłynął nie tylko sportowym kabrioletem AC Cobra, ale także podrasowanymi wersjami Mustangów. Jeśli macie przed oczami białego potwora z podwójnym niebieskim pasem przez środek nadwozia – to jest właśnie najbardziej charakterystyczna maszyna sygnowana nazwiskiem Shelby’ego: byłego kierowcy Formuły 1 i zwycięzcy 24h Le Mans.

Inne słynne odmiany Mustanga nosiły nazwę Boss. Podrasowane auta były częściowo odpowiedzią na poczynania konkurencji, a częściowo furtką do sportu wyścigowego. Przepisy niektórych serii wymagały oparcia wyczynowej maszyny na samochodzie drogowym, wyprodukowanym w określonej liczbie egzemplarzy. Nie zawsze były to wygórowane wymagania – przykładowo Boss 429, którego silnik (siedem litrów pojemności, czyli 429 cali sześciennych) posłużył jako podstawa do homologacji jednostki napędowej do samochodów startujących w wyścigach NASCAR, musiał powstać w liczbie 500 sztuk. Zbudowano 1358 egzemplarzy, a Boss 429 to dziś jeden z najdroższych i najbardziej poszukiwanych klasyków w swoim segmencie.

Z kolei jego mniejszy brat, Boss 302 (tyle cali sześciennych oznacza z kolei pięciolitrowy silnik), powstał jako odpowiedź na Chevroleta Camaro – mocniejszego niż „zwykłe” Mustangi. Z kolei wersja Mach 1, dostępna jedynie z nadwoziem typu fastback, obejmowała szeroki pakiet sportowych dodatków i oferowała wyjątkowe osiągi. W pierwszej generacji Mustangów najmocniejsze wersje Mach 1 napędzane były siedmiolitrowymi silnikami o mocy 340 KM.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Filmy, wyścigi i drogówka

Kultowe Mustangi są doskonale znane maniakom kina. W „Bullitt” Steve McQueen pędził Mustangiem GT po ulicach San Francisco, polując na złoczyńców w Dodge’u Chargerze. W „Diamenty są wieczne” James Bond, grany przez Seana Connery’ego, krąży po Las Vegas w czerwonym Mustangu Mach 1. Mniej bojowe kabriolety z galopującym koniem pojawiają się też w innych produkcjach o superszpiegu, jak „Operacja Piorun” czy „Goldfinger”. Wreszcie w oryginalnym „60 sekund” z 1974 roku występuje Eleanor – żółty Mach 1, biorący udział w 34-minutowej scenie pościgów samochodowych.

Czerwony Mach 1 z przygód Jamesa Bonda („Diamenty są wieczne”).

W przyszłym sezonie marka Mustang pojawi się na torach NASCAR, gdzie Ford zastąpi nią używaną od 2006 roku markę Fusion. Mustangi stawią czoła odwiecznemu rywalowi, czyli Camaro, oraz konkurencji z Dalekiego Wschodu – Toyocie Camry. Przez wiele lat Mustangi pełniły też ważną funkcję samochodów bezpieczeństwa – jakże często używanych w amerykańskich seriach, na przykład podczas Indianapolis 500.

Szybkość i zwinność Mustangów upodobali sobie także… policjanci. Ciężkie Fordy Fairmont czy znane także z pracy w roli taksówek modele LTD/Crown Victoria nie wzbudzały wystarczającego postrachu i respektu wśród przestępców, więc na początku lat 80. kalifornijska drogówka zamówiła u Forda coś lepszego. Przez kolejną dekadę wyprodukowano około 15 tysięcy Mustangów SSP, z pięciolitrowym silnikiem o mocy 175 KM. Korzystali z nich policjanci z 34 stanów, przede wszystkim z Kalifornii, Florydy i Teksasu, a także Kanadyjska Królewska Policja Konna. Takie auta służyły też w innych formacjach mundurowych – na przykład Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych przy ich użyciu obstawiały starty i lądowania szpiegowskich samolotów Lockheed U-2.

Spadkobiercy legendy

Dziś z fabryk Forda wyjeżdża szósta generacja Mustanga. Trudno oczekiwać, by za pół wieku maniacy motoryzacji darzyli te auta takim szacunkiem, jak obecnie darzymy ich przodków sprzed paru pokoleń. Współczesne kreacje raczej nie dostaną takich wyróżnień, jak Mustang z 1965 roku – otrzymał Złoty Medal Tiffany’ego za najlepszy amerykański projekt. Jako pierwszy samochód w historii…

Posted by Tomasz Ostrowski

2 Comments

  1. Mustang z 1965 roku to moje marzenie od dziecka. Bardzo trafne spostrzeżenie, o ówcześnie produkowanych Mustangach za pół wieku nikt nie będzie nawet pamiętać..

    Odpowiedz

    1. Martyna Jędruch 26/06/2018 at 6:57

      Klasyka to jednak klasyka 🙂

      Odpowiedz

Dodaj odpowiedź