Alain Prost legenda Formuły 1

Jeden z najbardziej utytułowanych kierowców Formuły 1 skończył właśnie 63 lata. Mało kto wie, że Alain Prost za młodu startował… w Polsce. Rzecz jasna miało to miejsce kilka lat przed debiutem w Grand Prix, gdy Francuz startował jeszcze w kartingu.

W 1976 roku na torze kartingowym w Kędzierzynie-Koźlu rozegrano jedną z rund drużynowych mistrzostw Europy. Późniejszy czterokrotny czempion F1 i jego francuscy koledzy zajęli czwarte miejsce. Cztery lata później Prost wspiął się już na wyścigowy szczyt. W 1980 roku debiutował w zespole McLaren, ale po jednym sezonie przeniósł się do Renault, by powalczyć dla swojej ojczyzny o historyczny mistrzowski tytuł.

Turboproblemy

Francuski producent w 1977 roku wprowadził do F1 technologię turbo, a w kolejnych sezonach wszyscy rywale poszli w ich ślady. Mniejszy, półtoralitrowy silnik z turbodoładowaniem był znacznie skuteczniejszy od wolnossącej trzylitrowej jednostki – o ile działał bez zarzutu, z czym Renault miało na początku kłopoty. Jednak w latach 1981-83 ich konstrukcja była już w miarę niezawodna.

Mimo przewagi doświadczenia z nową technologią i niewątpliwym talentem Prosta, pionierzy turbo musieli ostatecznie przełknąć gorzką pigułkę i obejść się smakiem. Przez te trzy sezony tytuły wymykały im się z rąk, chociaż Prost wygrał w tym okresie dziewięć wyścigów.

Największym rozczarowaniem był sezon 1983, kiedy Prost przyjeżdżał na ostatni wyścig w roli lidera klasyfikacji. Wcześniej ostrzegał zespół, że trzeba zabrać się ostro do roboty, bo tytuł sam nie przyjdzie, a rywale mocno się zbroją. Wykrakał: na południowoafrykańskim torze Kyalami w jego aucie wybuchła… turbosprężarka, a mistrzem – pierwszym w historii F1 w samochodzie turbo – został Nelson Piquet, jeżdżący Brabhamem z silnikiem BMW. Wściekły i rozczarowany Prost wrócił do McLarena.

O pół punktu

Miał to być strzał w dziesiątkę, bo brytyjska ekipa jako pierwsza wprowadziła do F1 nadwozie z włókna węglowego, a za pieniądze firmy TAG zamówiła w Porsche doskonały silnik turbo. Tyle, że w sezonie 1984 Prost przegrał tytuł najmniejszą różnicą w historii – o pół punktu, ze swoim zespołowym kolegą, Nikim Laudą.

Wtedy po raz pierwszy ścieżki Prosta skrzyżowały się z jego wielkim rywalem, Ayrtonem Senną. Brazylijczyk debiutował w F1 i jeździł w słabej ekipie Toleman, ale w deszczu na ulicach Monte Carlo radził sobie jak stary wyga. Doganiał prowadzącego Prosta, gdy sędziowie przedwcześnie zakończyli zawody z powodu zbyt trudnych warunków. Nie przejechano wymaganego dystansu, więc kierowcy otrzymali połowę należnych punków – Prost 4,5 za połowę wartego wówczas 9 punktów zwycięstwa. Gdyby wyścig został dokończony, a Prost nawet przegrałby z Senną, do zdobyłby sześć punktów – o 1,5 więcej, a tytuł przegrał o pół punktu…

Chwała i wielka wojna

Zła passa musiała jednak kiedyś dobiec końca i sezonu 1985-86 należały już do Prosta, mimo że w 1986 roku nie wypracował sobie tytułu czystą szybkością, a raczej doświadczeniem i opanowaniem na tle bijących się między sobą zespołowych kolegów z Williamsa. W 1987 roku silnik TAG-Porsche był już przestarzałą konstrukcją, ale na sezon 1988 do McLarena przyszła Honda. I Ayrton Senna.

Rywalizacja Senny i Prosta na zawsze zapisała się w historii F1. Chłodny, analityczny Francuz i gorącokrwisty, pełny emocji Brazylijczyk stoczyli ze sobą wiele batalii, nie zawsze czystych. Kibice do dziś są podzieleni: kto zawinił na Suzuce w 1989 roku, gdy po ataku Senny oba McLareny zderzyły się ze sobą i tylko Senna pojechał dalej, ale skrócił sobie drogę omijając szykanę i został ukarany, dzięki czemu mistrzem został Prost? A rok później w tym samym miejscu? Senna z rozmysłem staranował Prosta w pierwszym zakręcie, bo władze F1 (rządzone przez despotycznego Jean-Marie Balestre’a, rodaka Prosta…) nie przychyliły się do jego prośby o umieszczenie pierwszej pozycji startowej po lepszej, bardziej przyczepnej stronie toru.

Pojednanie i czwarty tytuł

Prost jeździł już wówczas w Ferrari, znużony wewnętrznymi walkami z błyskotliwym zespołowym kolegą. W 1990 roku o losach tytułu rozstrzygnęła wspomniana kolizja, a w kolejnym sezonie Scuderia nie liczyła się już w walce. Francuz nie dotrwał nawet do końca sezonu: gdy porównał swoją czerwoną wyścigówkę do ciężarówki, szefostwo bez skrupułów pokazało mu drzwi.

Po rocznej przerwie Prost wrócił na tor w sezonie 1993, reprezentując barwy najlepszej w tym okresie ekipy, czyli Williamsa. Bez problemów zdobył czwarty tytuł i na dobre pożegnał się z Formułą 1, a na jego miejsce do Williamsa przyszedł Senna. Dawni wrogowie zdążyli się pogodzić tuż przed śmiercią legendarnego Brazylijczyka, który zginął w trzecim wyścigu sezonu 1994.

Rekord 51 wygranych Grand Prix w wykonaniu Prosta poprawił dopiero Michael Schumacher. Tylko Niemiec i as lat 50. Juan Manuel Fangio zdobyli więcej mistrzowskich tytułów (odpowiednio siedem i pięć).

Po zakończeniu kariery kierowcy Prost próbował swoich sił jako właściciel zespołu w F1. W 1997 roku kupił zasłużoną francuską ekipę Ligier, ale po zaledwie kilku sezonach skończyło się to bankructwem na początku 2002 roku. Tutaj pojawia się kolejny polski wątek: właśnie w zespole Prost karierę w F1 rozpoczął polski inżynier Marcin Budkowski, który później pracował w Ferrari i McLarenie, ostatnio piastował wysokie stanowisko w FIA, a obecnie jest dyrektorem wykonawczym w ekipie Renault – w której Prost pełni funkcję doradcy.

Posted by Mikołaj Sokół

Dodaj odpowiedź